• Wpisów:86
  • Średnio co: 31 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 17:03
  • Licznik odwiedzin:20 523 / 2735 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
I'am going to home, my home sweet home and my sweet, sweeti Family
 

 
start of something new. and i don't give up.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
i just don't know what to do with myself.
 

 
Zapomniałam, że jesień to taki czas depresji.
Tylko u mnie to ta jesień, coś szybko się zaczęła..na dodatek staje się coraz bardziej chłodna..

I feel so bad, i feel like i am falling down.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Poddaj się byciu takim, jaki jesteś.
 

 
What the hell is wrong with me ?!
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Nigdy nie pomyślałabym, że mogę tak bardzo cierpieć na brak miłości.Podkreślam BARDZO.Ja - znana jako niezależna,nie mająca w całym swoim 19-letni życiu chłopaka. A jednak. Zrozumiałe jest, że bywało iż czułam sie samotnie bardziej czy mniej; że potrzebowałam porozmawiać, pragnęłam aby ktoś mnie przytulił,pocałował czy nawet powiedział, że mnie kocha. Ale takie momenty zdarzają się jak sądze w życiu każdego człowieka ( może pomijając morderców z zimną krwią mordujących swoje rodziny). Tak czy owak, takie momenty mogła bym nazwać chwilami słabości, ale w sumie wyszła bym wtedy na zimną, co już notabene nie raz usłyszłam na temat swojej osoby.
A wracając do tematu o który pragnę napisać kilka słów- Tak,przyznaje czuje silną potrzebę bycia z kimś. Jest ona na tyle silna, że już nie raz złapałam sie na wgapianiu sie z pewną fascynacją i pożądaniem w facetów, co najgorsze: oni to zauważają.
Szczerze mówiąc nie zależy mi na tym,aby on(kimkolwiek by był, mnie kochał i ja sama kochać go też nie muszę, chodzi mi o to i na tym przede wszystkim zależy, abym to mogła być przy tej drugiej osobie w pełni sobą, żebym nie musiała sie niczego wstydzić, abym nie bała sie wypowiadać danych słow ( nie mówie tu o Kocham Cie, chociaż i może na to przyjdzie kiedyś czas), robić danych rzeczy itp. Po prostu chce być sobą w 100 procentach i tyle. A po drugie równie ważne, nie chce sie zakochiwać mimo wszystko. Bo to boli. Może momentami jest i pięknie, ale ogólnie cholernie boli.
Apropo momentów, pamiętajmy, że w życiu piękne są tylko chwile, i aby owe piękne były nie potrzebna jest miłość, a wiem, bo sprawdziłam.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
" Bywają wielki zbrodnie na świecie, ale chyba największą jest zabić miłość. "
 

 
" cieszyć się każdą chwilą,
mówić częściej dziękuje i
doceniać, to co się ma "
 

 
Przepraszam...
 

 
Czas, który jak myślałam, był początkiem czegoś nowego, był oderwaniem się od przeszłości, okazał się być tylko kolejnymi dniami, tygodniami, miesiącami w moim bycie.
Byt. Bo jak inaczej by nazwać, moje przebywanie na tym świecie. Życie ? Nie, to z pewnością, nie jest życie. To przeżywanie kolejnych dni, kolejnych lat..egzystowanie w nicości; w zagubionych myślach, w chorych marzeniach, z niewłaściwym postępowaniem, z błędnymi uczuciami.
W chwili, gdy myślałam, że coś może się zmienić, czułam również pewną wątpliwość i co się okazało, bardzo słuszną. Powróciłam do tego czym żyłam kiedyś. Jednak czy wciąż jestem taka sama. Tego nie wiem, tu mam pewne wątpliwości. Może, kolejny raz zrobiłam coś, od czego tak usilnie wciąż próbowałam się uchronić, może znowu sie zagubiłam, jednak może tym razem łatwiej będzie mi wydostać sie z tego bagna w którym na chwile zastygłam; a może i nie ? może, po prostu na chwile zboczyłam z drogi ?! Weszłam nie na tą ścieżkę, bo przestałam zwracać uwagę na drogowskazy, które jak dotąd pomagały mi iść w tym lepszym, poprawniejszym kierunku.
Może na chwile, zaślepiły mnie moje słabości.
Nie będę próbowała tłumaczyć tego, przez pryzmat chociażby innych ludzi. Bo nawet, jeżeli mieli oni wpływ na moje emocje, to w końcu wszelkie decyzje należały do mnie. To ja powinnam ukierunkować wszelkie sprawy tak, by nie popadać w stan, który zasłana mi ową drogę, którą zmierzać powinna.
A fakt, iż jest słaba, bardzo emocjonalnie podchodzę do niektórych aspektów, i inni ludzie wypływają na moje uczucia trochę silniej, jest tylko i wyłącznie moim problemem, który nie może zostać przeze mnie wykorzystany do wytłumaczenia mojego zachowania.

Wiem, polegałam po raz kolejny. Ale nie poddam sie, wiele razy już upadałam - umiałam sie podnieść. I tak będzie tym razem.
Tym razem, jednak powstanę silniejsza, rozważniejsza. Tym razem będę do końca walczyła o swoje, postaram sie naprawić to co zepsułam, odzyskać to co straciłam, nauczyć się być sobą w 100 procentach, i nie wstydzić sie tego.
Wyjdę na prostą, powrócę na swoją drogę, kiedyś mam nadzieje wygram !
 

 
as soon as you stop wanting something, you get it.
 

 
Dramat.
 

 
W piątek zaczynamy matury.
Aktualnie cierpię na brak jakiejkolwiek motywacji do nauki.; jak również do innych - może w aktualnym czasie miej ważnych - spraw.
Zaczynamy polskim, a moja wena zrobiła sobie chyba wakacje, bo ostatnio opuściła mnie na długo. Mam nadzieje, że w piątek powróci wypoczęta, i gotowa pomóc mi w wypracowania z polskiego x2, wosu, angielskiego. Proszę o to bardzo, niezmiernie bardzo.
Wiem, że muszę się sprężyć, zacisnąć zęby, wziąć się za robotę, a nie rozmyślać o niebieskich migdałach i chyba liczyć na cud. Wiem, że moje szczęście mnie opuściło, przez co muszę
zapieprzać by coś udało mi się chociaż w połowie.
I wiem, że nie czas na zaczynanie "od jutra", choć dziś jednak muszę siłą woli powiedzieć od jutra, bo mój mózg, i opadające powieki mówią same za siebie, i odmawiają jakiejkolwiek współpracy.
Ale jutro muszę, muszę, muszę, muszę zrobić dużooo i przezwyciężyć moją chorobę zwaną lenistwem !
 

 
Nie powinnam i nie będę dla nikogo i pod czyimś wpływem zmieniać się. Jestem jaka jestem; jeśli Tobie się to nie podoba, to już tylko i wyłącznie Twój problem, Twoja sprawa.

Ja jestem tyko sobą, aktualnie znajdującą się w stanie przygnębienia, smutku, niewiedzy; znalazłam się w sytuacji z której nie potrafię wybrnąć; nie chce nikogo zranić, przez co ranie samą siebie trwając w czymś co nie ma sensu, w czymś co nie ma przyszłości.
już nie jestem małą dziewczynką i pewne problemy nie są tak łatwe do rozwiązania jak kiedyś. Teraz wszytko ma poważniejszy zakres, uczucia są już silniejsze, trudniej też zapomnieć. Pewnych czynów nie można odwrócić, jedyny wyjściem jest rozmowa, słowa..słowa, które tak cholernie mogą zranić, słowa, które tak trudni wypowiedzieć.
 

 
Siedzę sobie piątkowym wieczorkiem na podłodze, na mym mięciuchnym dywaniku i uczę się geografii (czy też próbuje). Ehhhh, ja to mam życie. =D
  • awatar poprostuja.: @pszczółka01: w sumie to jeszcze nie, ale moja nauczycielka stwierdziła,że nie muszę nic skracać, bo często sie zdarza że uczniowie o czymś zapominają. ;)
  • awatar pszczółka01: a mierzylas czas czy sie wyrobisz w 15min;>
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Weno, moja weno - jeżeli juro mnie zawiedziesz, to sprawisz, że zwyczajnie umrę, lub pogrążę siebie i się lub mówiąc bardzo kolokwialnie będę w "czarnej dupie" ( notabene już jestem ).

Poza tym, to tęsknie za tym, kim byłam kiedyś. Bardzo. Gdyby pewne sprawy się nie zmieniły, zapewne pisała bym tu teraz, że cholernie się stresuje przed jutrzejszym dniem, nie przespała bym całej nocy. Ale w głębi duszy wiedziała bym, że wszytko pójdzie dobrze. A jak teraz jest? więc, stresuje się i boję, ale to mnie nie motywuje. Wiem, że mogę i powinnam-mimo wszystko- myśleć pozytywnie. Ale po co dawać sobie złudne nadzieje; to ja wszytko spieprzyłam, może nie do końca zaprzepaściłam, ale na pewno, nie będzie tak dobrze jak mogło by być. (choć mam nadzieję, że w pewnych kwestiach, jednak uda mi się w końcu coś zmienić, osiągnąć ).
Chciałabym, że to nie były tylko puste słowa, obietnice. Choć wiem jaka to jednak u mnie bywa, aktualny czas daje mi w kość co nie miara. Dlatego moja determinacja, jest teraz wyższa, aniżeli wcześniej.
Na prawdę, mam dosyć Tego..TEGO..właśnie powinnam sobie zadać pytanie co TO, tak właściwie,. Przecież ostatnio odczuwać PUSTKĘ i CHAOS.
Czas zacząć żyć, ale tak by nie tylko przeżyć, ale właśnie żyć..

słowa, słowa, słowa
Vein, do not forget about me and be with me tomorrow, please.
  • awatar Lady-Black: http://vogueloveme.blogspot.com/ Zapraszam i zachęcam do komentowania :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
When I saw You
I fell in love, and
You smiled
beacuse You knew.

- W. Shakespeare
 

 
Nie wiem jak można w jednym czasie być tak bardzo leniwym i cholernie ambitnym.
 

 
Wiem, że szczęście nie może trwać wiecznie, ale czy nie mogło by potrwać odrobinę dłużej aniżeli tydzień.?!
Choć owy tydzień, był przepełniony dniami, bez zmartwień, radością, dniami, w których po prostu byłam szczęśliwa, to pustka, zawód, smutek, żal, gorycz, które teraz odczuwam, są powodem dla których zastanawiam się czy te kilka dni były warte tego wszystkiego. Czy nie lepiej, było by gdyby miniony tydzień był taki jak wszystkie inne, tzn. pozbawiony tego szczęścia, a przepełniony troskami, trudem obowiązków; do tego bowiem już jestem przyzwyczajona.

__________________________________________________
A poza tym, to już brak mi sił; czuje się zmęczona samą sobą. Decyzje, które wciąż podejmuje są błędne i co więcej świadome, co sprawia, że coraz bardziej zaczynam siebie nienawidzić, za to co robię. Okrutnie, zaczynam bać się tego, że gdy przyjdzie kres mojego życie, i spojrzę wstecz na wszystkie lata mojego egzystowania, to nie zobaczę nic, przez co mogła bym stwierdzić, że moje życie było dobre; bo teraz wszystko to, co może dobre było, zabija wielkość mych błędów, grzechów, decyzji, czy też brak działania w sprawach które tego wymagają.

Wiem, że nawet jeśli teraz (znowu), powiem, że się zmienię, to nie wyjdzie mi to, ale wiem, tez że takie myślenie mi nie pomoże.
Zatem zagubiona w tym wszystkim, mogę rzec jedynie, że nawet jeżeli coś się nie uda, to ja nie poddam się i do upadłego będę walczyła
ze sobą by być lepszą osobą, by coś osiągnąć.
Nigdy się nie poddam, to wiem na pewno.
 

 
and you never were
and you never will be mine
 

 
Bez sensu rozpatrywać to. co działo się w przyszłości. Należy wspominać jedynie wszelkie wspaniałe chwile oraz ludzi. Błędy czu smutne doświadczenia, należy puścić w niepamięć ewentualnie wynieść z nich jakąś naukę. Inaczej, jeżeli będziemy tkwić w tym co było kiedyś, było niepotrzebny, na pewno nie ruszymy do przodu. Odcięcie tej zbędnej historii, pozwoli znaleźć coś lepsze, pozwoli znaleźć szczęście, którego przez całe życie szukamy. Osobiście wiem, że powyższe słowa, nie są zawsze proste do wykonania, aczkolwiek, jeżeli będziemy z uporem próbować, to gdzieś w końcu stanie nam na drodze, to czego szukaliśmy, to szczęście. Ta przyszłość, nowa, lepsza przyszłość, bez smutku, bez żalu. Warto zatem zastanowić się nad kierunkowaniem życia w taką stronę, byśmy owego żalu nie musieli w doświadczać, bo im go mniej tym, nam jest łatwiej.
 

 
niech już będzie czwartek, ok. 12.
albo piątek.
lub weekend, o tak, weekend.
Błagam, bo już nie daje rady; psychicznie, ani fizycznie.
Chciała bym na moment, choć jedną, maleńką chwilę, całkowicie się wyłączyć, nie czuć nie myśleć. Potem obudzić się i zacząć MYŚLEĆ..
 

 
Przeszłość ciągle zaprząta mi głowę; nie pozwala mi normalnie funkcjonować, a najgorsze jest to, że nie mogę jej zmienić. W zasadzie to nikt nie może tego uczynić.
Z dnia na dzień jest mi coraz ciężej. Jestem w wieku, w który to muszę podejmować ważne decyzje, a jedno co teraz wiem, to fakt iż stoję na niczym. Co więcej o wszystkim muszę decydować sama, brakuje mi wsparcia, jakieś wskazówki. Nie wiem co mam robić, za czym podążać, ciągle to samo. Czy przyjdzie mi kiedyś odnaleźć siebie w tym życiu..mam nadzieję, że tak, bo długo o tym zmysłach nie pociągnę.
Czuję się zniszczona wewnętrznie i zewnętrznie, psychicznie i fizycznie.
Ciągle powtarzam od jutra, od jutra..
Ciągle coś psuje..
Kogoś ranie..dzę
Zastanawiam się co ja tak właściwie robię..nic..no właśnie.
Mogę tylko podziękować Bogu, że tak wiele razy uratował mnie z tych dołów w których tkwiłam, podziękować za to, że dał mi kolejne szanse mimo że tak wiele zmarnowałam, za to że daje mi nadzieje na lepsze jutro, na lepsze życie. Tak, za to właśnie dziękuje.


O, Weno, bądź jutro przy mnie i nie opuszczaj ani na chwile.
 

 
Zalogowałam sie na pingerze zmyślą wyżalenia się, że stanęłam w miejscu, w którym nie wiem dokąd zmierzam, co mam dalej robić w swoim życiu i ze swoim życiem. Przez chwilę ogarną mnie lęk, że przecież podjęłam kilka błędnych decyzji, w ogóle nie przemyślanych; wyrzuty, że zmarnowałam tyle czasu przez co za późno już by nadrobić cokolwiek. Zaczęłam przez to szukać innych rozwiązań na wszytko to, co miałam zaplanowane..
Jednak po tej chwili, uświadomiłam sobie, że problem nie tkwi w zmarnowanym czasu itp, ale problemem jestem JA. Tj, brak wiary we własne możliwości, i zwyczajne lenistwo. Za dużo rozmyślania o tym co zrobiłam nie tak, i o tym co będzie, zamiast zwyczajnie wziąć się do pracy.
  • awatar Gość: zgadzam się z "Teenage Dream' masz całkowita racje... to nie my powinnismy sie wziac za siebie i zmienic tylko inni powinni to zrobic...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
spalam się już całkowicie.
 

 
Z przykrością muszę stwierdzić, że tydziń ferii już za mną. Od jutra muszę w końcu zacząć się uczyć. Tak, mam już wrzuty sumienia, że jeszcze nie otworzyłam żadnej książki, no ale przeciesz to są ferie - czy nie? Nalezy mi się trochę odpoczynku.
A więc o jutra nauka plus żeby nie nazwać tego dietą, trochę racjonalniejszcze odżywianie się. Na prawdę muszę wkońcu coś z tym zrobić, bo słodycze i opychanie na noc nie wróżą nic dobrego.
Zauważyłam, że tak można by rzec banalne wpisy, tak bardzo mi pomagają, zatem możne dobrym pomysłem było by spisywanie takiego dziennego bilansu, przynajmniej miała bym obraz tego co miała do zrobienia i ile z tegowykonałam. Może spróbuję.

Tymczasem, chyba udam się w wycieczkę po marzniach i wyimaginowanym świecie z słuchawkami na uszach.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
To czego mi trzeba to zdolność powiedzenia sobie - nie.
Tzw. asertywność.
 

 
Chciałabym wyczyścić historię swojego życia, tak szybko i łatwo jak można wyczyścić historię przeglądania Internetu. Tylko jeżeli oznaczało by to wymazanie nawet tych dobrych wspomnień..to czy warto było by to zrobić, aby znikło to wszytko co złe.tak jak by zacząć od nowa; od zero; od początku..Nie wiem. Z jednej strony zapomnienie o pewnych aspektach mojego życia było by możliwością by iść dalej będąc przy tym szczęśliwszym. Lecz czy chciała bym zatracić również te wspaniałe wspomnienia, zaloty i upadki, które bądź co bądź wiele mnie nauczyły, a przede wszystkim ludzie; ludzie z którymi przeżyłam tak wiele...To chyba bezcenne. Zatem jedynym dobrym, wyjściem jest chyba zamienienie tego co w przeszłości było tak bardzo złe na coś dobrego i niekoniecznie mówię tu o jakiś korzyściach dla siebie, ale właśnie zrobienie czegoś dla innych, taki odkupienie win.

Tak czy inaczej po raz kolejny, powiem sobie - zmienię się, choć nie nienawidzę tego mówić, może to dlatego, że te dwa słowa juz tak często wypłynęły z moich ust, a i tak nic nie zmieniły.
Na pewno wiem, tylko tyle, że ja się nigdy nie poddam, a może to aż tyle..